Cóż Gac'u szczerze powiedziawszy oczekując na Genezę Wolviego miałem nadzieje na poważną i złożoną historię jak np. w Dark Knight , lub Sin City ... A wyszła z tego niezła papka. Wystarczy rzucic okiem na ten link:
http://img27.imageshack.us/img27/1003/xmow.jpg
I mamy najlepszy dowód że choć wizja Singera nie była doskonała, tak reż. nie bał się ukazać prawdziwego "mroku" tej postaci.
Jeden rzut oka na pierwszy kadr i mamy wszystko to czego powinniśmy się spodziewac od ciezaru przeszłosci Rosomaka.
Kolejny Minus to absolutny brak krwi oraz odcinania koniczyn podczas starc (tego gówna; W XI nie licze) No i jak można tak złożoną tematykę upchnąć w 107 min ? Podczas gdy taki np. X-Men 2 lub TDK trwały ponad 133-152 min ...
Dzisiejsze kino schodzi na psy czego najlepszym dowodem są tego typu hollywodzkie bajki dla pędzonych na hamburgerach nastolatków.
"Wiedział stąd, że poprzez przebicie się do jego mózgu i zrobienie z niej PAPKI (jak pociski dum dum zwykle mają w zwyczaju) zniszczy to co Logan pamiętał (przynajmniej te najświeższe wspomnienia) dlatego, że tkanka Logana się regeneruje, ale nie pamięta (tak jakbyś zrobił format dysku twardego), w sumie logiczne wytłumaczenie"
Jeśli założymy że pociski z adamantium przebijają adamantium. he he he
Wolverine, więcej już miał ze zwierzęcia u Singera niż u Hooda, a powinno byc chyba jednak na odwrót. Czyż nie ?
