Mortal Kombat
Zacznijmy może od tego że gry jako takiej nie ukończyłem bo ten tytuł to zabawa spokojnie na parę ładnych miesięcy, ludziska szacują że samo zdobycie platyn bez korzystania z patentów to około 700h grania.
Ale do rzeczy.
Fabuła, jak na mordobicie jest dobra a nawet świetna, mamy tu do czynienia z restartem serii co już na początku daje grze solidnego plusa bo moja przygoda z MK zaczęła się wieki temu w jednym z okolicznych nieistniejących już pubów gdzie stała sobie maszyna arcade i na tym sie praktycznie skończyła, na samym początku widzimy konkluzje jak mniemam wszystkich poprzednich części gdzie Raiden zawodzi i Shao Kahn zdobywa w końcu ziemski wymiar, ostatkiem sił bóg piorunów wysyła wizje wszystkich swoich doświadczeń do swojego odpowiednika z przeszłości w nadziei że ten zapobiegnie katastrofie wpływając na wynik decydującego turnieju.
W ten sposób lądujemy czasowo tam gdzie wszystko się zaczęło bez zbędnego bagażu wątków, do rozegrania mamy 16 rozdziałów w których walczymy za każdym razem innym zawodnikiem co zapewnia płynność historii i nie powoduje konsternacji jak konkurencyjne serie gdzie tryb story był osobna historią dla każdej postaci i dopiero kolejna odsłona pokazywała jak się wszystko potoczyło w rzeczywistości. W zasadzie to jedyną rzeczą jaka mi się nie podoba w tym trybie jest konsekwencja z jaką autorzy uśmiercają kolejne postacie (a właściwie mam na myśli końcową masakrę) zwłaszcza w kontekście otwartego zakończenia, nie mniej Story Mode to zabawa na trzy długie popołudnia.
Po zaliczeniu fabuły zabawa się dopiero zaczyna, tryb arcade to kolejna porcja dni do przegrania razy dwa licząc opcję TAG ale moją uwagę przykuł tryb Tower Challenge gdzie walczymy z góry narzuconymi postaciami w specjalne minigry gdzie pokonanie przeciwnika schodzi na drugi plan a na pierwszy wysuwa się zaliczenie specjalnych warunków jak unikanie ciosów przez określona ilość czasu czy wykonanie wszystkich specjali danej postaci, czasami trafiają się jednak perełki jak walka z zombiakiem który spycha nas na koniec planszy i trzeba go szybko pokonać zanim dojdzie do jej końca, innym razem dane mi było doświadczyć walki gdzie przy użyciu projectila dwóch postaci trzeba zabić 25 zombie a za przeładowanie robiła zmiana postaci, nic jednak nie pobije humorystycznej walki gdzie Millena chciała wręczyć Scorpionowi pluszowego miśka, cała walka toczyła się w akompaniamencie wyrzutów dziewczyny i niewdzięcznych odpowiedzi faceta co w ostateczności sprawiło że przegrałem bo ze śmiechu oddechu nie mogłem złapać. Dalsze tryby takie jak test your luck, might czy sight są dostępne zarówno w wieży wyzwań jak i osobno tyle że najpierw trzeba je odkryć.
Apropo odkrywania w zakładce extras znajduje sie krypta czyli obszar na którym wydajemy zarobiona podczas walk gotówkę w zamian za bonusowe kostiumy, arty, czy inne tego typu bajery, w tym miejscu również nie oszczędzono mortalowego klimatu nagrobków, maszyn do tortur, wisielców na drzewach czy nagle wyskakującego przed ekran mutanta

, wszystkie odkryte bajery mozna później przejrzeć w specjalnej świątyni.
Co do systemu walki to jak zwykle w przypadku mordobić musi być pewne ale, jest dobrze, postacie nie mają kosmicznych dwudziestociosowych kombosów które odrzucały w Tekkenie i z początku repertuar zagrań może się wydawać skromny jednak szybko okazuje się że jest to przemyślana liczba i większa jest po prostu zbędna skoro w walkach najczęściej decyduje szczęście czy podzielność uwagi że o skillu nie wspomnę a nie wyryte na blachę zagrania, poza tym szeroki wybór postaci i ich umiejętności zachęcają do sprawdzenia każdego a nie obierania faworyta od samego początku. Samym postaciom na pewno brak wyważenia, takich gostków jak Shao Kahn, Kintaro czy Goro trzeba załatwiać sposobami bo kto to widział żeby postać po otrzymaniu ciosu w tym samym czasie wykonywała swój, doprowadza to do kuriozalnych sytuacji gdzie przegrywa się walkę raz za razem ledwo uszczuplając pasek przeciwnika i to niezależnie od poziomu trudności, mowa oczywiście o walce z komputerem bo przy żywym człowieku można liczyć na jego błąd.
Trzeba być naprawdę chorym antyfanem uniwersum MK lub mordobić aby nie być oczarowanym tą grą, ja nie żałuje ani grosza i zastanawiam się poważnie nad zakupem arcade sticka specjalnie dla tej gry.