
Gac666 napisał(a):Wszyscy się spuszczają na widok Quiet że taka zajebista, a ja non stop się wkurwiam, bo mi zabija kolesi, których ja w tym samym momencie uśpiłem... GOOD JOB. Sama postać bez sensu moim zdaniem, to że jest chodzącym pasożytem w ogóle jej nie usprawiedliwia. Żałuję, że nie sprzedałem jej kulki przy pierwszym spotkaniu.


W 1/4 gry poznajemy juz Metal Gear i przed nim uciekamy, no spoko. Może trochę za wcześnie ale niech im będzie. Mamy kolesia w ogniu, który jest spoko bossem, ale potem nie jest bo wpada pod tory. Przez całą grę zastanawiam się kim jest ruda dziewczynka i koleś w ogniu ale хуй widocznie się nie dowiem, bo widziałem już napisy końcowe. O, nie jednak to nie jest TRUE ending i teraz grę muszę przechodzić na jakichś wyśrubowanych poziomach trudności... dobrze, że mam myszkę i klawiaturę bo bym wyjebał grę przez okno (oh wait, steam... nvm).
Bossowie "skulls" ja chromole... w każdym MGSie mieliśmy jakąś historię, jakąś ciekawą postać, aż chciało się gościowi wklepać. Tutaj nagle mamy Skulls i nic o nich nie wiemy... zero. Jakieś pasożyty czy inne gunwa, super. Zabiłem i zapomniałem o nich totalnie. Nie wiem może się potem więcej dowiadujemy, ale forma podawania informacji do mnie nie przemawia kompletnie. Wolałem Codec i fajne cutscenki, ale widać od MGSa 3 równia pochyła jeśli chodzi o przedstawianie bossów... (w MGS 4 było ciut lepiej ale też jakoś z dupy). Na końcu epizod 32 i SkullFace... chciałem mu nakopać, ale nie nagle na przejażdżkę mnie wziął, a ja milczę całą drogę grzebiąc w iDroidzie:D, boskooooo.
Gra się fajnie nie powiem, że nie. Mam 100h na liczniku i cały czas gram, ale ta epizodyczność, pustka pomiędzy misjami i sideopsami, pustka w afganistanie i afryce oraz rozrzedzenie fabularne sprawia, że muszę patrzeć na tę grę jak nie na MGS.
MGS zawsze mi się kojarzył z czymś unikatowym, zwariowanym, taką skondensowaną jazdą bez trzymanki. Teraz sie zastanawiam ile razy ja wołałem ten jebany helikopter, bo nie mogę zrobić nawet fast forward do konkretnej misji tylko muszę jakimś jeepem zapierdalać zatrzymując się na każdym kroku, bo akurat jest straż. Zamiast ratować świat przed Metal Gearami zbieram syf z podłogi jak chytra baba z Radomia. Na początku było to fajne, ale ja chromole z Ahaba to niezły kleptoman.
No i w sumie jednego nie rozumiem. Dlaczego z gry na grę mamy co raz mniej broni do zabawy. MGS polegał na eksperymentowaniu bronią, a tu muszę non stop dzwonić po bazookę, BO AKURAT MOŻE SIĘ PRZYDA. Już w MGS 3 mnie wkurzały ograniczenia, ale tam były jeszcze całkiem sensowne. Potem już było coraz gorzej.
Do tego przez całą grę zastanawiam się czy gadam z Millerem czy z Ocelotem, bo głosy mają tak podobne, że ja chromole. Mamy postać Hueygo i marzyłem o tym by był takim Otaconem z MGS 1, 2 i 4, ale nie. Koleś ma może 5 zdań na krzyż jak to kocha DD i każdemu by tam obciągnął, bo jest takim sojusznikiem.
Wszyscy się spuszczają na widok Quiet że taka zajebista, a ja non stop się wkurwiam, bo mi zabija kolesi, których ja w tym samym momencie uśpiłem... GOOD JOB. Sama postać bez sensu moim zdaniem, to że jest chodzącym pasożytem w ogóle jej nie usprawiedliwia. Żałuję, że nie sprzedałem jej kulki przy pierwszym spotkaniu.
Poza tym to że ona zabija Ci kolesi uśpionych to Twoja wina wydałeś rozkaż i go nie odwołałeś. W tym całym pseudo MGSowym bajzlu ona ma i tak jeszcze w miare najwięcej sensu ale to też chyba kwesta gustu.Wiesz dobrze kto jest w masce to raz. A dwa to chłopiec nie dziewczynka. Tak samo jak wszyscy wiedzą kim jest człowiek w ogniu. Co do poziomu extreme... Tak jak pisałem leniwe хуй i tyle(Specjalnie tym razem nie cenzuruję wulgaryzmu)

Ok nazywaj mnie leniwym хуй, ale chyba nie rozumiesz o co chodzi

.
.

Lepiej udawać że jest ich 50 zamiast zrobić 38 

. Więcej przeciwników, lepszy zasięg widzenia itp itd, a nie jakies chicken haty.
Jestem chyba jedyną osobą na świecie, której nowy MGS podoba się tak bardzo, że pomimo przegranych 160h/75% gram dalej i cieszę się grą, bo jest świetna. Fabularnie cieszy fakt wyrzucenia bossów, bo nie pasują do obecnych czasów i wizja rozmowy z Skull Face w 4 oczy, na tyłach jeep'a jest dużo ciekawsza niż np. forma napieprzania się na lądowisku. Po prostu gościu swoją postawą nie pasuje na bossa jako takiego z którym mielibyśmy się zmierzyć. Jest tajemniczy, jest egoistyczny i pełen nienawiści, ale przy tym elegancki i w pewien sposób gentlemenem. Co do Skull Unit to od początku czułem do nich respekt wiedząc, że ich nie pokonam, a czego nigdy nie czułem do żadnej jednostki czy mini bossów w poprzednich częściach.
Podoba mi się wizja "wprowadzenia do misji" w helikopterze, podoba mi się forma swobody i możliwości zakończenia danej misji na kilka różnych sposobów. Podoba mi wzywanie helikoptera po każdej misji lub w dowolnym momencie, aby nas odebrał.
Podoba mi się konkretny i rzeczowy Boss, który odzywa się w momencie, gdy ma coś mądrego do powiedzenia. Nie stęka, nie sapie, nie chrząka. Jest tajemniczy i cholernie poważny - wokal Kiefer'a idealnie pasuje do postaci.

Przeszkadza mi charakter MMO gry, zbieranie roślin, zwierząt. Przeszkadza serialowa fabuła z pociętymi misjami w formie "to be continued" i zbyt rozrzedzona na przestrzeni świata, misji fabuła. Jednak sama w sobie jest dojrzała, mroczna i pozbawiona głupot z małpami, sraczką czy niepotrzebnymi postaciami, które były w MGS 4. Przeszkadza brak małej ilości filmików, które są nakręcone w sposób mistrzowski!
Gac666 napisał(a):Po pierwsze to mogliby dodać poziomy trudności. Więcej przeciwników, lepszy zasięg widzenia itp itd, a nie jakies chicken haty.

Przeszkadza mi charakter MMO gry, zbieranie roślin, zwierząt. Przeszkadza serialowa fabuła z pociętymi misjami w formie "to be continued" i zbyt rozrzedzona na przestrzeni świata, misji fabuła. Jednak sama w sobie jest dojrzała, mroczna i pozbawiona głupot z małpami, sraczką czy niepotrzebnymi postaciami, które były w MGS 4.
). Mamy mega poważnego człowieka (no poza odzywkami które skutecznie rozśmieszały mnie w rozmowach na codecu w PW), wojownika jakich mało, legendarnego żołnierza, szefa organizacji najemniczej... a ten sobie hasa po afganie i zbiera kwiatki
Można dorwać kasetę z nagraniem
W aspekcie grywalności na długie wieczory i nie tylko, gra ma u mnie pewne miejsce na piedestale. Co się tyczy fabuły, cut-scenki wciskają w podłogę (przynajmniej za pierwszym razem) czasami tylko dość milczący BB robi wrażenie jakby działania Millera i Ocelota mało go obchodziły. Ogólnie fabuła w PW trzymała mnie w napięciu do "ostatniego", a potem jeszcze do ostatniego filmiku 
).
), przeniesienie sterowania też złe nie jest. Nawet przy transmisji rozgrywki nie zdarzają się większe zacięcia.
zamyśliłem się, etc. no w każdym razie BB gościa trzyma, drugi nic. Patrzy praktycznie na kucającą na ziemi dwójkę, kontempluje gwiazdy na nocnym niebie. Przesłuchuję kolesia (sic!), ogłuszam, łapię drugiego... No jak to jest możliwe, pytam się 
znika ostatni, zostaje wiatrak... W PW to chociaż była jakaś reakcja po wywaleniu całej obstawy, tutaj latadełko lata dalej jakby nigdy nic, żadnego ostrzału na oślep, uników itp. Zestrzelenie jest fraszką, szczególnie że zawsze jakiś szurawi ma ze sobą wyrzutnię z jednym pociskiem, który idealnie starcza 





Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości