Moderator: GM


uci napisał(a):sam jej nie robił:P
grind jest przy złym zakończeniu (i gra od razu wpada w hard) trzeba jeszcze skończyć żeby wszystkie puzzle złożyć
. Gra mi zasugerowała żeby już jej nie ruszać i zgadzam się z nią
. Może kiedyś, ale czuję, że tylko humor sobie zepsuję
.

SALADYN napisał(a):Shadow of the Damned
Kolejny wynalazek Sudy51 na tapecie. Póki co widzę go jako nieco prostszego Resident Evil 4, w projekcie palce maczał Shinji Mikami co zaowocowało takim a nie innym gameplayem. Jest nawet fajnie, nic mnie szczególnie nie porwało póki co ale tez nie odrzuciło. Są czerstwe dialogi razem z sucharami roku, jest spora liczba głupot, gimnazjalny humor, płytkie postacie a gameplay jest utartym do bólu schematem. Muzyka jest sporym plusem, to chyba pierwsza gra w której udzielił się Yamaoka od odejścia z Konami ale sporo jej brakuje do dawnego geniuszu twórcy z cichych wzgórz a nawet z bardziej charakterystycznego Lollipop Chainsaw. Crapy jednak wolę nieco bardziej oryginalne bo tu Suda chyba chce zdziałać nieco klimatami meksykańskiego święta śmierci ale do takiego Guacamelee sporo mu brakuje. Raczej więcej już nie będę miał do dodania w kwestii tej gry, nawet po skończeniu.




. Nadal gram, nadal tłukę levele i nadal mi się nie znudziło 






Brutalne, szybkie wykończenia wrogów, przesłuchania, wszystko bardzo fajnie wyszło. Nie jest to najlepszy Splinter, było kilka słabszych momentów ale te kilka godzin z życia mi wyrwał. Dodam też, że grałem na padzie X360 więc nie musiałem przedstawiać się na klawiaturę.

kALWa888 napisał(a):Co do samej gry, to wydaje mi się iż nawet na tle innych gier z tamtego okresu jest dość archaiczna. Najbardziej razi praca kamery, bo ujęcia mamy w większości ustalone, ale momentami (szczególnie podczas walki) można sobie ustawić kamerę za plecami bohatera. Nie działa to oczywiście najlepiej. Miasto to po prostu kompleks uliczek i tym podobnych oraz jakichś wybranych budynków do których można wejść. Jest to przestrzeń na tyle mała, że trudno mówić tutaj o jakimś otwartym świecie. Jak już bym określał gatunek to byłoby to jakieś połączenie jRPG z beat 'em up.
Mamy zadania poboczne, zdobywanie doświadczenia, dialogi z przechodniami (bez głosów) i coś na wzór losowych walk. Najbardziej w tym wszystkim denerwują przydługie i częste ekrany wczytywania gry. Rozpoczęcie jednej walki to średnio 2 minuty bezczynności. No, ale fabuła jest bardzo ciekawa i dobrze wyreżyserowana. Teraz żałuję, że nie wstrzymałem się z "trójką" do momentu, aż poznam właśnie pierwszą część i drugą. Wtedy odbiór byłby jeszcze lepszy. Ale to jeszcze przede mną. Co ciekawe widzę sporo elementów które były obecne w trzeciej części, co jest tylko potwierdzeniem tego co piszą o serii - nie rozwija się. No ale wciąż jest to jedna z tych gier, które zapadają w pamięć przez scenariusz właśnie.
Co jeszcze. Denerwuje mnie angielski dubbing, którego niestety nie da się zmienić. Te scenki aż proszą się o japoński va. Angielscy aktorzy brzmią jakoś powolnie, beznamiętnie, ale to pewnie przez to że znów mimika twarzy to rzecz typowa z anime, z tymi całymi wrzaskami itp. Nic nie poradzimy, niestety. Obecnie jestem w 8 rozdziale i jak dotąd trudno mi się oderwać. Skupiam się na wątku głównym, aczkolwiek kilka zadań pobocznych zrobiłem. Fajnie się prezentują, ale zostawiam je sobie na kolejne przejście, gdy już będę starać się o 100%. Aha, na koniec jeszcze wspomnę, że nie do końca wygodnie się walczy, bo Kazuma często gubi cel i uderza w powietrze. Mimo iż korzystam z namierzania pojedynczego celu.
Całkiem dobry tytuł ze świetnymi dialogami i bardzo dobrą fabułą. Gra ma kilka, a może nawet więcej wkurzających rozwiązań utrudniających rozgrywkę, ale da się przymknąć na to oko. Szkoda, że nie było wyraźnie widać kiedy opowiedziałem się za jedną ze stron konfliktu (a może to i dobrze). Nie ma tutaj klasycznego dobra i zła - są same odcienie szarości.
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość