
Moderator: GM


kALWa888 napisał(a):
No i cóż, chętnie przejdę The Line jeszcze raz, aby poznać inne zakończenia i spojrzeć na tę opowieść z innej perspektywy.



.

. Najbardziej dziwiły mnie jednak te, na które bohaterowie nie mogli znać odpowiedzi. Pod koniec dominowały takie, że bez telepatii nie da się tego wyjaśnić. Szkoda, że nie było to wykorzystane w jakiś sposób w samej fabule, tylko zależało od tego, że sobie ciągle skakałem między postaciami z braku pomysłów na rozwiązanie - co jest oczywiście świetnym wykorzystaniem mechaniki, bo pierwszy akt można chyba przejść najpierw jedną postacią do końca, a potem drugą.

Faja napisał(a):Dark Souls 2: Scholar of the First Sin
Piąte podejśćie do DkS2, tym razem wersja goty heheh. Nowe rozmieszczenie wrogów cieszy, nowe poblokowane ścieżki już mniej. Natomiast pojawiający się z dupy Pursuer to już istna tragediaAkcja jest taka: wchodzę sobie spokojnie do pomieszczenie, rozglądam się na około, czysto. Na końcu widzę skrzynię, podbiegam i zaczynam ją otwierać i w tym właśnie momencie za moimi plecami materializuje się Pursuer, po cichutku, żeby czasami nikt go nie usłyszał. Jak mi nie przyłoży przez plery to ajć, aż szkoda gadać. Poza tym gra jest o wiele łatwiejsza. Przynajmniej to co się dzieje w podstawce. Więcej NPCów do pomocy skutkuje tym, że można iść do bossa nawet z 3 pomagierami, a jak do tego jeszcze dojdą inni gracze to czasami może to być 6 chłopa, także łatwo w cholerę. Co innego lokacje z DLC. Wczoraj polazłem do pierwszego DLC czyli zatopionego miasta i musiałem się salwować ucieczką, gdyż łoili mnie strasznie. Zapewne jest to kwestia odpowiedniej taktyki, ale wrócę tam dopiero pod koniec gry.

Wreszcie po miesiącach zwłoki postanowiłem zagłębić się w Red Creek Valley by rozwiązać zagadkę zaginięcia Ethana Cartera. Pierwsze co mnie wręcz uderzyło to niesamowity projekt okolicy. Matko jak to pięknie wygląda, nawet na moim bądź co bądź już podstarzałym lekko sprzęcie wszystko chodziło na Ultra detalach bez żadnego zająknięcia. Udźwiękowienie to też mistrzostwo. Wracając jednak do samej rozgrywki. Nie jest to gra w dosłownym znaczeniu ponieważ, mechaniki tutaj jak na lekarstwo. W zasadzie sterowanie się ogranicza tylko do chodzenia / biegania / kucania i wyczuwania, czyli taki przycisk akcji bez akcji. Za to historia jaka jest opowiadana wciąga jak cholera. Zaczyna się dość banalnie - jako mistyczny detektyw Paul Prospero udajemy się na poszukiwania Ethana Cartera do Red Creek Valley, gdyż ten wysłał nam list, w którym napisał coś, co nasz protagonista określa jako "wiedział o wiele więcej niż wiedzieć powinien". Każdy kto widział choć jeden filmik z prezentacji wie na czym gra polega. Odkrywamy sceny, próbujemy je poukładać w sensowną całość, by po wszystkim dostać podpowiedź co do dalszych wydarzeń. W zasadzie tutaj powinienem się zamknąć, żeby nie zdradzić nic więcej, dlatego napiszę jeszcze, że jest to absolutny mus dla fanów H.P. Lovecrafta i Twin Peeks oraz to, że nic nie jest tym czym się wydaje. Polecam!


https://www.youtube.com/watch?v=9Reot5ocYd8





.
.

. Niestety pod sam koniec, kiedy zdecydowałem się przejść całkowicie na ciemną stronę, zniknął jakikolwiek wybór. Gra decydowała którego sympatycznego kompana zarżniemy jak bydło. Sama finał owa scena tak ociekała tym całym mrokiem, że twórcy chyba zacierali złowieszczo ręce kiedy to robili. Nie podobało mi się to i cieszę się, że poprzednia dwa przejścia miałem po jasnej stronie. Cała nadzieja w dwójeczce, tym razem z przywróconą przez fanów zawartością 
. Dlatego robiłem sobie przerwy na kilka tygodni (to i studia
).

Faja napisał(a):Wiedźmin 3: Dziki Gon
Prolog za mną dopiero, ale już praktycznie każda mechanika w grze odkryta więc można coś napisać.
Wiesław trzeci wprowadza do gry klimatycznym filmikiem, który wreszcie ma z grą coś wspólnego, bo pokazuje bezpośrednie wydarzenia przed jej początkiem. Intro dosłownie kończy się przejściem we właściwą grę. Także plus za to. Na początku zostajemy uraczeni dość fajnym samouczkiem, który można pominąć, ale warto go zrobić, bo mechanika jest trochę inna niż w W2. Dużo pod tym względem zostało poprawione, ale dużo zostało takie samo, co mnie trochę dziwi. Poprawili picie eliksirów, które można teraz pić nawet podczas walki. Ważenie eliksirów też jest inne, wystarczy tylko raz taki eliksir spreparować i mieć w zanadrzu bazę do niego, a podczas medytacji ampułki same się odnowią. Jednak coś za coś, eliksiry mają ograniczoną ilość, pewnie będzie można ją powiększyć przez poświęcenie punktów umiejętności, ale do tego jeszcze nie doszedłem. Rozwój postaci, alchemia i medytacja to teraz osobne pozycje w menu więc nie jest tak upierdliwie jak w W2. Walka także została usprawniona. Nadal mamy lekki szybki i mocny wolny cios, ale do tego doszły uniki, nie mylić z rolkami, po których można szybko wykonać kontrę, jeśli zablokujemy w odpowiednim momencie Geralt sparuje cios przeciwnika, co będzie można wykorzystać to kontry również. Znaki pozostały te same, więc nie ma co się rozpisywać. Tyle jeśli chodzi o mechanikę. Gra wygląda porządnie, nawet na moim sprzęcie, który spełnia ledwo co minimalne wymagania. Na ustawieniach High działa względnie płynnie. 60fps to może nie jest, ale poniżej 45 nie schodzi. Wynik i tak lepszy niż stałe 30fps w W2. Natomiast co się dzieje jak idzie burza to jest masakra, nigdy czegoś takiego nie widziałem. Piękne. Prolog to pierwsza lokacja, w której można spędzić z 6-7 godzin, chyba, że się robi tylko misje główne, ale nie warto, bo misje poboczne są bardzo fajnie napisane. Polecam szczególnie misję z upiorem przy studni. Udźwiękowienie, a szczególnie muzyka to mistrzostwo. Percival pokazał klasę, zresztą nie pierwszy raz. Polecam jak sto bandziorów, bo to najlepsza polska gra i jak na razie najlepsza gra tego roku.


Faja napisał(a):Deadly Premonition: Director's Cut
Wiem, że ostatnio każdy tylko nawija o nowym trailerze MGSV, ale ileż można. Gra, która lubieżnym okiem łypała na mnie z listy od kilku miesięcy została wreszcie uruchomiona 3 dni temu. Od tamtej pory gram cały czas jak mam tylko wolną chwilę, a że siedzę na L4, to mam ich od groma. Od razu na samym wstępie zaznaczyć trzeba, że gra wygląda jak kupa. Jest brzydka, ma słaba grafikę i strasznie rozmazane tekstury. Projekty i animacje postaci to dramat. Ogólnie wygląd zewnętrzny to najbrzydsza koleżanka z klasy. Za to gra nadrabia czym innym, ale od początku.
Wcielamy się w agenta FBI Francisa Yorka Morgana, który każdemu każe mówić do siebie York, bo tak wszyscy na niego mówiąagent ten przybywa do małej miejscowości położonej gdzieś w USA w okolicach Seattle przy granicy z Kanadą, aby rozwikłać tajemnicę zagadkowej śmierci pewnej młodej kobiety. Zapewne niektórym coś już świta i słusznie, gdyż ta gra to jeden wielki ukłon dla serialu Twin Peaks. Począwszy od samej lokalizacji, przez osobę agenta Coopera tfu Morgana, kończąc wreszcie na samej sprawie, która jak to zawsze nie jest taka jaką się być wydaje. Tyle jeśli loto o tło fabularne. O wyglądzie pisałem, czas więc na mechanikę. Tutaj też nie jest najlepiej bo mamy dziwne połączenie Resident Evil 4 i GTA. Niestety żaden element nie został na tyle dopracowany, żeby się wybijać. Dlaczego takie połączenie? Dlatego, że na każdą kolejną misję trzeba jakoś dojechać, a odległości zbyt bliskie nie są. Paliwo trzeba uzupełniać. Trzeba się przebierać, jeść, spać, golić się i ogólnie robić to co każdy szanujący się agent robić powinien, czyli pić kawę
Model jazdy jest tragiczny, ale idzie się do niego przyzwyczaić. Skoro GTA mamy za sobą to teraz RE4. Walka jest także tragiczna
Podczas strzelania nie można chodzić
broń biała się zużywa bardzo szybko, mamy ograniczone miejsce w ekwipunku czyli stary poczciwy RE. Zapisywać można też w wybranych miejscach. Dramat, dramat i jeszcze raz dramat. Niemniej jednak wiele bym dał, żeby każda gra miała tak wciągającą fabułę, dobrze napisane dialogi i wyraziste postacie to świat byłby lepszy. Pomimo wszystkich tych wad i archaizmów, do których swoją drogą przyzwyczaiłem się dość szybko, gra wciąga jak bagno. Jestem po 11 godzinach grania, a to jest około połowa, także jeszcze drugie tyle przede mną. Nie muszę chyba wspominać, że agent Morgan jest lekko ześwirowany i ma swojego wyimaginowanego przyjaciela, do którego zwraca się w każdej chwili? A może mówi do gracza? Fajny patent. Kolejny fajny patent to czas kiedy można podjąć misję. Dajmy na to misja zaczyna się między 21, a 22. Mamy godzinę 15. Czas płynie dość wolno, więc trza się czymś zająć. Można wykonywać misje poboczne, można pójść na małą drzemkę, ale można czas przyśpieszyć. Zapytacie jak zapewne? Odpowiedź jest prosta i oczywista, na tym forum szczególnie. Zapalając papierosa

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości